Do ka偶dego z nas los u艣miecha si臋 mniej lub bardziej, jedni znajduj膮 drogocenne przedmioty, inni znajduj膮 mi艂o艣膰, jeszcze inni, maj膮 wielu przyjaci贸艂. W moim przypadku by艂o troch臋 inaczej. Pewnego s艂onecznego dnia, przeszukuj膮c jaskinie Edron, natkn膮艂em si臋 na ma艂y, zakurzony rega艂 z ksi膮偶kami, na kt贸rym opr贸cz ksi膮偶ek, le偶a艂y zwini臋te w rulon zapiski pewnego rycerza, kt贸rego imi臋 jest nieznane. By艂y tam najr贸偶niejsze opisy przyg贸d dzielnego wojownika, ale jedna z nich wyr贸偶nia艂a si臋, jej tre艣膰 prezentowa艂a si臋 nast臋puj膮co:

Wiedzia艂em, 偶e gdy stan臋 przed jego obliczem, nie b臋dzie ju偶 odwrotu. Zginie jeden z nas. Nie mog艂em jednak nic poradzi膰, pobieg艂em do domu, wzi膮艂em najpotrzebniejsze rzeczy, zbroj臋, miecz, tarcz臋 i plecak. Zahaczy艂em jeszcze o sklep magiczny, zaopatruj膮c si臋 w potrzeby mi mikstury. Po dok艂adnym sprawdzeniu swojego ekwipunku, wyruszy艂em na statek, gdzie czekali na mnie najpot臋偶niejsi wojownicy pochodz膮cy z Thais oraz Venore. Rozpocz膮艂 si臋 rejs w stron臋 Akademii Magicznej, w kt贸rej mieli艣my spotka膰 si臋 z dow贸dcami, kt贸rzy poprowadz膮 nas do walki z arcydemonem. Nie oby艂o si臋 bez k艂opot贸w, napotkali艣my sztorm. Wp艂yn臋li艣my w sam膮 paszcz臋 morskiego potwora, szcz臋艣liwie uda艂o nam si臋 jednak odratowa膰 po艂amany maszt oraz dop艂yn膮膰 do Edron.

Gdy zsiedli艣my ze statku, wok贸艂 nie by艂o prawie nic opr贸cz ognia i zapachu siarki, wiedzieli艣my, 偶e dla miasta nie ma ju偶 ratunku. Biegn膮c mijali艣my spalone cia艂a ludzkie i zwierz臋ce. Wszystko p艂on臋艂o 偶ywym ogniem i co jaki艣 czas s艂ycha膰 by艂o szyderczy 艣miech z okolic miasta. W ca艂ej okolicy ocala艂a jedynie akademia magii, kt贸rej magowie wytworzyli pole ochronne. Wchodz膮c do budynku gdzie czekali na nas dow贸dcy, czuli艣my si臋 jak w innym 艣wiecie, kt贸ry by艂 niewyobra偶alnie odleg艂y od w艂a艣ciwego Edron. Stra偶nicy akademii zaprowadzili nas do wielkiego pokoju, gdzie za lad膮 czekali na nas pot臋偶ni druidzi, znani na ca艂ym 艣wiecie ze swych zakl臋膰, inteligencji, sprytu. Czu艂em si臋 zaszczycony mog膮c s艂u偶y膰 pod takim dow贸dztwem. Mimo, 偶e d艂ugie rozmowy o bezpiecze艅stwie i tym podobnych przyprawia艂y mnie o md艂o艣ci, nie 艣mia艂bym sprzeciwi膰 si臋 ani jednemu z postaci stoj膮cych przede mn膮. W ko艅cu, po d艂ugich obradach, ustalili艣my taktyk臋 oraz wyznaczyli艣my osob臋, kt贸ra mia艂aby stan膮膰 przed obliczem Orshaabala... Pad艂o na mnie... Nie mia艂em ju偶 nic do gadania, w po艣piechu i strachu ruszyli艣my w stron臋 kamiennego kr臋gu, gdzie przebywa艂 nasz cel. Z ka偶dym krokiem, z ka偶d膮 sekund膮 drogi, z ka偶dym pokonanym metrem, dawa艂 si臋 we znaki zapach siarki i ten nieub艂agany ogie艅. Czu艂em si臋 jak w piekle, wci膮偶 by艂o gor臋cej i gor臋cej, zaczyna艂em w膮tpi膰 czy damy rad臋. Wszystko by艂o ju偶 gotowe, podzielono nas na oddzia艂y, zostali mi przydzieleni druidzi, kt贸rzy mieli za zadanie mnie leczy膰. Kto艣 poklepa艂 mnie po ramieniu m贸wi膮c, 偶e mi nie zazdro艣ci. G艂贸wny dow贸dca wys艂a艂 swojego najbardziej do艣wiadczonego paladyna, aby ten przyprowadzi艂 besti臋 do mnie. Paladyn d艂ugo nie wraca艂, ka偶dy by艂 z艂y na ka偶dego, wszyscy byli zestresowani i straszliwie si臋 bali, a ja najbardziej.

Wci膮偶 czekali艣my i czekali艣my, paladyn nie wraca艂, mogli艣my si臋 tylko domy艣la膰 co si臋 z nim sta艂o. Nasta艂o kilka minut grobowej ciszy. Po chwili ujrzeli艣my ruszaj膮ce si臋 drzewa i zrywaj膮ce si臋 do lotu ptaki, kt贸re jakim艣 cudem ocala艂y, wiedzieli艣my, 偶e to paladyn prowadz膮cy arcydemona. Nie wiedzia艂em nawet w kt贸rym momencie nasta艂 pot臋偶ny wybuch, poleg艂o wszystko woko艂o nas, zd膮偶y艂em si臋 jedynie obejrze膰 za siebie gdy kto艣 wskazywa艂 palcem w przeciwn膮 stron臋, gdy zwr贸ci艂em g艂ow臋 z powrotem, Orshaabal podnosi艂 ju偶 swoje pot臋偶ne 艂apsko zako艅czone ostrymi jak brzytwa i d艂ugimi jak 2 moje miecze szponami. Gdyby min臋艂a jeszcze sekunda, ju偶 bym nie 偶y艂. Ledwo uda艂o mi si臋 podnie艣膰 tarcz臋 i wybroni膰 pot臋偶ny cios, przewr贸ci艂em si臋, lecz wiedzia艂em, 偶e je艣li zaraz si臋 nie podnios臋, demon ode艣le mnie na tamten 艣wiat. Szybko wi臋c napi膮艂em mi臋艣nie i wsta艂em z ziemi, z zapa艂em jakiego nigdy dot膮d nie zna艂em. 艁膮cz膮c ataki mieczem z obron膮 oraz pomoc膮 druid贸w, zdawa艂em si臋 nie do zdarcia, by艂o to jednak tylko z艂udzenie. Wydawa艂o nam si臋, 偶e bestia opada z si艂, jest ju偶 na wyko艅czeniu. By艂 to jednak dopiero pocz膮tek za偶artej bitwy. By艂a to tylko namiastka umiej臋tno艣ci ulubie艅ca Bezlitosnej Si贸demki. Walka przez kolejne kilka minut przebiega艂a bez problemowo, jednak to co zobaczyli艣my p贸藕niej...

Arcydemon w napadzie w艣ciek艂o艣ci przywo艂a艂 do siebie cztery demony, nie d艂u偶ej ni偶 pi臋膰 sekund p贸藕niej, potw贸r uderzy艂 o ziemi臋 z przeogromn膮 si艂膮, skutkiem tego by艂 pot臋偶ny wybuch, kt贸ry o ma艂o co nie zmi贸t艂 nas z powierzchni ziemi. S艂ugi naszego celu szybko podbieg艂y do mnie i ani si臋 spostrzeg艂em jak pi臋膰 par pot臋偶nych pazur贸w lecia艂o w moj膮 stron臋 z ogromn膮 pr臋dko艣ci膮. Pr臋dko zas艂oni艂em g艂ow臋 tarcz膮, ale nawet to mi nie pomog艂o, ujrze膰 mog艂em tylko kilkana艣cie szpon贸w zastyg艂ych w mojej tarczy, centymetry od mojej g艂owy. By艂em z艂y na siebie, 偶e nie potrafi艂em wykrzesa膰 z siebie wi臋cej energii do walki, na szcz臋艣cie za moimi plecami stali druidzi znaj膮cy si臋 na rzeczy. Nie musia艂em d艂ugo czeka膰 na pomoc, kto艣 pom贸g艂 pozbiera膰 mi si臋 z ziemi, jeden z mag贸w mnie uleczy艂 i powr贸cili艣my do walki. Lodowe runy sypa艂y si臋 tuzinami, lecz niczym by艂y one w por贸wnaniu do 艣mierciono艣nych run, te 艣wista艂y mi ko艂o g艂owy setkami, mo偶e nawet tysi膮cami. Ruchy Orshabaala stawa艂y si臋 coraz bardziej mozolne i s艂absze, by艂em rad, gdy偶 wiedzia艂em, 偶e walka ju偶 si臋 ko艅czy. Postanowi艂em zako艅czy膰 to szybciej, ni偶 ktokolwiek by si臋 spodziewa艂. Pu艣ci艂em oczko reszcie dru偶yny i nie s艂uchaj膮c krzyk贸w i pr贸艣b, podbiegaj膮c do bestii odci膮艂em jej wielki 艂eb.

Przez chwil臋 sta艂em skamienia艂y, nie s艂ysza艂em niczego poza biciem w艂asnego serca, wszystko wok贸艂 mnie jakby zamar艂o razem ze mn膮. Nie jestem w stanie okre艣li膰, czy sta艂em tak pi臋膰 minut, czy pi臋tna艣cie, nie mam zielonego poj臋cia. Gdy ju偶 si臋 ockn膮艂em i zda艂em sobie spraw臋 z tego, 偶e w艂a艣nie pokona艂em samego Orshabaala, u艣miechn膮艂em si臋, rozejrza艂em i po艂o偶y艂em na ziemi. Tylko tyle by艂em w stanie zrobi膰. Ku mojemu zdziwieniu wszystko doko艂a zacz臋艂o od偶ywa膰. Kwiaty, drzewa, krzewy i trawa ros艂y w b艂yskawicznym tempie. Ptaki zaczyna艂y 膰wierka膰, a po艣r贸d tego pi臋kna sta艂a dzielna dru偶yna i nigdzie wcze艣niej nie spotykany, zimny Orshabaal. Jakby by艂o tego ma艂o, obok demona zacz臋艂y dzia膰 si臋 dziwne rzeczy, co艣 jakby si臋 pojawia艂o. Mimo, 偶e trwa艂o to do艣膰 d艂ugo, warto by艂o czeka膰. Ujrzeli艣my drogocenne przedmioty i odbyli艣my po raz ostatni, rozmow臋 z zakapturzon膮 postaci膮. By艂 to jeden ze stw贸rc贸w Bezlitosnej Si贸demki, kt贸ra p贸藕niej wymkn臋艂a si臋 spod kontroli. Opowiedzia艂 nam swoj膮 histori臋, po czym znikn膮艂, porwany przez wiatr. Tak oto, grupa ludzi pokona艂a ogrom mocy Arcydemona, s艂ugi Bezlitosnej Si贸demki, ukrywaj膮cej si臋 w podziemiach i pot臋偶niejszej ni偶 kiedykolwiek. A to dopiero pocz膮tek...
