Artykuły

JesteÅ› tutaj: hunted.pl » artykuÅ‚y » UczeÅ„ rzeźnika

Witajcie! Niedawno temu został ogłoszony temat o zwycięskich pracach na TibiaRP.com. My spróbujemy je przełożyć na nasz rodowity język dla was! Pierwsze opowiadanie, jakie się ukaże to "Uczeń rzeźnika". Zachęcam do czytania!



Plaga zaciągnęła nas do podziemi. Teraz, ludzkość nie jest przygotowana do spotkania się ze śmiercią twarzą w twarz. Anarchia i szansa była gdzieś głęboko w naszej krwi. Moja rodzina nigdy nie chorowała i mogę powiedzieć szczerze, że zabiję każdego.

To nie jest koniec mej goryczy. Carlin odwróciło się od nas. Wydaje się, że to ich tradycja.

Czekam, aż moje siostry dorosną, jestem ich jedynym protektorem. Nasza matka zginęła przy porodzie Aldei, zbyt duży ciężar był na niej. Mój ojciec przeszedł na tamten świat przez chorobę. Myśleliśmy, że to wytrzyma. Na jego łożu śmierci dostałem swój czas.

Słowa przebijały się w mojej głowie po jego zgonie. "Hedren", zdanie poprzedzało kaszlnięcie, "dziewczyny cię potrzebują. Jesteś ich obrońcą w tym życiu". To nie był rozkaz. To był mój obowiązek. Od tamtego czasu stałem się wszystkim, wszystkim dla mych sióstr. Na początku, życie było nieznośnie. Ale taki już jest ziemski byt.


Mieszczanie nie byli zbytnio przychylni pracy trzech młodych ludzi. Mieliśmy małe umiejętności, prócz szycia, Fesa nauczyła się tego w wieku pięciu lat. Kiedy dorosłem, stałem się godny lepszej pracy. Brałem prace dorywcze od rzeźnika, najczęściej masowanie mięsa. Pieniądze były zawsze, lecz skromne.


Sajern był dobrym mistrzem, ten pracował od późnego wieczora aż do ranka. Często przysyłał notki do mojego rodzeństwa. Lata te spędziłem z nim i kochałem go jak wujka, ale był dla mnie obcy. W stosunku do mnie zawsze był surowy, lecz miły.

Nasze życie stało się stabilne. Kiedy pracowałem w sklepie, zapisałem dziewczynki do szkoły, te szyły proste lalki i ubrania, by mieć kieszonkowe.

Życie zdawało się zapomnieć o klątwie, która ciąży na naszej rodzinie, aż pewnego dnia usłyszano pogłoski o zarazie w Ab'dendriel. Konnica przybyła ostrzec wszystkich na północ od Kazordoon. Zmarł wkrótce, a wiadomość została przekazana przez leśnego gońca."Ciemność wzrasta. Nie kupujcie nic od rzeźnika. Wysłuchaj mnie..."


Zagadka była dziwna, gdyż natura elfów jest taka, a nie inna. Natura bywa dwustronna. Światłość i ciemność. A ciemność spowiła Ab'dendriel. Mimo to, nadal tego nie rozumiem całości do dnia dzisiejszego.

Pewien starszy mężczyzna z Carlin bywał znanym wróżbitą. Odczytywał przyszłość z chmur, przepowiadał dalsze byty ludzi. "Elfy błędne zinterpretowali swoje proroctwa. Gdyby mieli takie umiejętności, takie jak ja, to nie widzieliby ruiny swojej rasy.


W prawdzie, były to niebezpieczne czasy. Nikt więcej nie miał warzyw i owoców, które pochodziły z Ab'dendriel. Lud powołał rzeźnika na sprowadzanie pożywienia. W tym biznesie otrzymałem więcej profitu niż przypuszczałem, ale bogowie nie sprzyjają mej rodzinie. Bez zbiorów z miasta elfów, większość hodowli zdechła. Dając więcej pieniędzy, zdesperowani ludzie chcieli mięsa, sprzedawca zapuszczał się dalej na wschód. Miała to być nasza ostatnia noc, nie było więcej zwierzyny do upolowania, nie znaleźliśmy nawet zająca.

"Pomóż mi jutro zarządzać sklepem, wtedy dam ci pensję. Myślę, że nic się nie stanie." Dał mi kawał szynki. "Ponieważ dzisiaj nie jadłeś obiadu."
"Dziękuję, mistrzu. Myślałem o Kazordoon, krasnoludzie żyją z ubogą ilością jedzenia, z wyjątkiem ryb w potokach. Może zabrałbym tam moje rodzeństwo."
"Mmm, tak, tak." Stał, wpatrując się ze mną na wschód. Strachliwy poranek miał przyjść, jutro zapewne będzie wiele zamieszek, bo jutro Carlin pozostanie bez jedzenia.

Kiedy przyszedłem następnego dnia, próbowałem zaniemóc strajkom.


"Hedren, cisza. Wszyscy proszę się uspokoić, nie starczy dla wszystkich."
"Jak to możliwe? Gdzie zdobędziemy to wszystko?" Jego zapadnięte oczy były świadectwem męczącej podróży.
"Nikt nie myślał, żeby tam szukać, ale ja, Sajern znalazłem. Wszystko było gotowe do zbiorów." Jego głos się wahał.
"Ale gdzie?"
"Na wchodzie mój chłopcze!" Tłum krzyczał głucho, wygasło także szaleństwo Sajerna. Gdyby w prawdzie zaraza czaiła się tuż za rogiem?
"A teraz do pracy, musimy wynieść jak najwięcej mięsa z piwnicy"
Jako posłuszny praktykant, zrobiłem to tak, jak mi kazano. Dzień ten był niemal idealny, z resztą jeden z najlepszych moich dni pod sklepem mięsnym, no może z wyjątkiem zapachu.

Zmierzch zstąpił, a ostatni klient kupił na dwa tygodnie mięso, Sajern i ja udaliśmy się na odpoczynek. Dzień był bardzo ciężki, a on był u kresu życia.

"Mistrzu, wszystko w porzÄ…dku?"
"Tak, dobrze chłopcze. Jestem trochę zmęczony, tylko tyle."
"Muszę powiedzieć, że moja podróż była tak samo męcząca jak twoja. Jak daleko powędrowałeś? Myśliwi i drwale mówili, iż tam nic nie zostało."
"Wczorajszej nocy szedłem i szedłem, tak samo jak łowcy. Nic nie widziałem, nic nie słyszałem. ani nocnych dźwięków. Gdy przekraczałem granice Ab'dendriel, zrobiłem sobie odpoczynek, jedynie odsłuchiwałem coś nad morzem.
Moje oczy wyglądały jak spodki.
"Nie boję się, wokół nie znalazłem bujnej roślinności, to tak, jakby noc nigdy nie zapadła, a cisza zdawała się wieczna, ale czułem, że gdzieś w pobliżu jest mięso.


"A boisz siÄ™ zarazy?"
"Musisz być potworem, by się o to pytać Sajerna." Jego słowa szybko, a z głową zaczęło się coś dziać.
"Mistrzu?" zapytałem z pilnością. Oczy zaczęły się obracać, choć chciał mnie zobaczyć jeszcze raz. Jego ręce zostały zabrudzone przez codzienną robotę, lecz te były zimne i wilgotne, ściągnąłem szybko garnek z ognia i wsadziłem je do gorącej wody, oblały się znowu ciepłem. Po oczyszczeniu z brudu zobaczyłem coś przerażającego. Ręce zzieleniały do nadgarstków i patrzyłem, jak choroba pędzi w stronę ramion. W pośpiechu pobiegłem do piwnicy po toporek, a koło niego była szafa, tam były odpowiedzi na wszystko. Mięso, zaraza, leczenie.

Ścigając się z czasem przeklinałem wszystkie jego głupoty. Jego chciwość uczyniła go przestępcą, sprzedawał śmierć Ab'dendriel.

_____________________________________________

Fesa została trochę dłużej w szkole, pomagając innym w pisowni.


Ja i ona szliśmy do domu tej nocy, siostra będzie nie lada chwila. Chlusnąłem trochę wody na twarz Sajerna, mając nadzieję, że odzyska świadomość. Nie było czasu do stracenia, zakażenie postępowało bardzo szybko. Podnosząc go, oderwała się lewa ręka. Kiedy wziąłem jeszcze raz topór, usłyszałem płacz.


Bez chwili namysłu wepchnąłem ją do sklepu. "Jest zainfekowany, musimy go ocalić. Masz ze sobą nici?" Bez odpowiedzi wyciągnęła co potrzeba z torby. "Patrz dalej, mój drogi." Wirus przerzucił się na drugie ramię. Jaka to okropność spotkała moją siostrę, wszystko to jest za mocne na taką duszyczkę.

"Zabierzmy go do spiżarni, nie może być zobaczony w takim stanie." Jęknął, jak przewidywał kiedy go znosili. Cień przykrył księżyc, wyjście stało się o wiele łatwiejsze. Tylko, jakieś dzikie krzyki usłyszeliśmy niedaleko domu. To otaczało nas, jakbyśmy byli w żołądku wieloryba.
"Hedren..." Jej nowa zwolniły z niepewności.
"Bądź blisko, Feso."
Erupcja krzyków wystrzeliła z ulicy.


"Banorze, wybacz nam. Biegnij Feso," Popędziliśmy do naszego domu. Nic nas nie ścigało, tylko los naszej siostrzyczki przewijał się w naszych myślach.
"Aldea, nie!" Infekcja rozeszła się po ciele, mięso zostało zjedzone w połowie. Mogła być już nieżywa rano. Oczy martwej osoby rozszerzyły się ku nim.


"Co?" Powiedziała z niedowierzaniem. "Co się stało? Tak, to od kogo dostanę taki wielki kawał mięso jeśli nie od ciebie Hedren?"
Cały świat się zatrzymał i zaczął się kręcić, wszystko za szybko się dzieje. To się stało... Zbyt wiele się wydarzyło. Znając moje dziewczyny, były chyba bezpieczne i czułem się spełniony, jak w marzeniu.

Obudziłem się w najgłębszych zakamarkach spiżarni rzeźnika. Nie mogę powiedzieć czy krzyczałem jak ktoś przyszedł. Takie myślenie w pośpiechu nie jest chwalone... a ja nie byłem gotowy. Plaga nie przypominała szybkiej śmierci, raczej drętwienie i gnicie ciała, gdy człowiek jeszcze żyje. Fesa zaprzestała rozejściu się infekcji, pomogła także Sajernowi. Obawiam się o mój umysł, nigdy nie będzie taki sam. Fesa wymagała "zmiany", chyba się czegoś wstydzi. Młodość Aldei została zabrana tej nocy, jej ciało jest zbyt wrażliwe, teraz po prostu eksponuje bandaże, miejmy nadzieję, iż wróci do zdrowia. Znamy sposób leczenia, nie wiemy czy kości to samo mówią, czy nadal jesteśmy ludźmi.


Chciałbym, żeby moje oczy nie zostały zatrute, nie chciałbym czuć horroru, jakie czują moje siostry. Ciężkie dni minęły, nie czuję więcej głodu ani pragnienia. Moje ciało żywi się tylko posmakiem tego świata, tęskni za najciemniejszym z cieni. Ilu ludzi przetrwało, tego nie wiem, jęki powyżej nas mówią, że wielu, nie jesteśmy sami. Boję się, że to przerośnie moje oczekiwania. Nie ma dla nas już życia.

"Wystarczy, siostro."
"Aldea się budzi, odważny bracie."
"Hedren!" Nie widać młodości na jej twarzy, lecz w sercu dalej jest dzieckiem.
"Aldeo, Feso, obudziłyście się." Jak zawsze, poświęcałem się dla nich, jestem z nimi związany. "Wracamy do miasta."


Choć wiem, że Carlin nie będzie takie same, jak się od nas odwróciło. Wieczorem będziemy z ludźmi.


Wieczorem, Carlin będzie nasze.
Pamiętajcie, że oryginał znajduje się na TibiaRP.com.
Tylko Hunted.pl zamieszcza jego tłumaczenie.

Åšwiaty podglÄ…dowe 2012-05-12 11:39
Znajdź swój kolor! 2012-02-10 20:46