Artykuły

JesteÅ› tutaj: hunted.pl » artykuÅ‚y » Na ile znasz Plocha Pridestride'a?

Dżungla w Tiquandzie jest bardzo niebezpiecznym miejscem, wypełnionym florą i fauną. Mięsożerne "Carniphilie", przepełnione trucizną Plujące Pokrzywy: Nikt nie jest bezpieczny wśród niebezpieczeństw kryjących się w koronach drzew czy w krzakach. Jeden dzielny poszukiwacz przygód odczuł to wszystko na własnej skórze i opisał swoje przeżycia oraz doświadczenia. Tym człowiekiem był Ploch Pridestride. Pewnego dnia wybrał się na wyprawę ze swoimi przyjaciółmi, również podróżnikami. Planowali przebyć drogę wzdłuż wybrzeża z Port Hope do Drefii. Po drodze odkryli wiele niebezpieczeństw, których się nie spodziewali. Ale zanim Ploch i jego przyjaciele dotarli do Drefii, odkryli fascynującą zagadkę. Wyrażając swój szacunek do Plocha, szanowanego podróżnika, nasz reporter zdecydował się zrekonstruować przebieg wyprawy Plocha, na podstawie jego dziennika.


"Po zmagazynowaniu dostaw w Port Hope natychmiast skoncentrowaliśmy się na kolejnym kroku w naszych planach. Naszym głównym celem było zbadanie nawiedzonych ruin Drefii przy użyciu małych łodzi, co pozwoliło by nam pozostać w pobliżu plaży, a to ma kilka ważnych zalet: podczas zwiedzania wybrzeża moglibyśmy uzupełniać zapasy pożywienia i wody w dżungli, co tym samym uchroniło by nas od niebezpieczeństw związanych ze zdradzieckimi rafami północnego wybrzeża. Oczywiście to wciąż niebezpieczne i śmiałe przedsięwzięcie - inaczej zostałoby to już zrobione dawno temu - ale byliśmy pewni, że można to zrobić."


Podróż rozpoczęła się sprawnie. Przyzwyczajeni do trudności owych wybrzeży bardzo szybko i nie dostrzegliśmy żadnego z gigantycznych morskich potworów, które podobno zamieszkują rafę. Pierwszy raz stanęliśmy w obliczu rzeczywistego zagrożenia wobec zupełnie zwykłych mieszkańców dżungli, którzy - choć niebezpieczni - nie okazali się większym zagrożeniem niż zwierzęta, które spotkaliśmy podczas innych podróży. Jednak nie spodziewaliśmy się, że cała dżungla zwróci się przeciwko nam.


Rozbiliśmy obóz na wydającej się nam spokojnej, wręcz sielankowej polanie. Z biegiem czasu ten fakt nas zaniepokoił, było tu aż za spokojnie, jednak byliśmy zbyt wyczerpani po długiej wędrówce i marzyliśmy o wypoczynku bez konieczności odpędzania wpierw dzikich zwierząt. Nagle, ze wszystkich stron powyrastały ciernie i spokojna wcześniej ziemia dżungli zbudziła się do brutalnego życia. Rośliny, których nigdy wcześniej nie widzieliśmy zaczęły gryźć naszego nogi z chciwością dzikiej wygłodzonej hieny. Ogarnęła nas kompletna panika i dezorientacja, wszyscy biegali i krzyczeli. Kiedy w końcu powróciliśmy do naszych łodzi okazało się, że straciliśmy większość ekwipunku, który ze sobą przywieźliśmy, a na dodatek nie było osoby, która nie została choć ranna, niektórzy z nas byli nawet zatruci. Spędziliśmy ciężką noc na plaży, obudziłem się przemoczony, całe ciało miałem pokryte piaskiem i solą, rany paliły mnie niczym ogień. Jednak zdecydowaliśmy się kontynuować naszą wyprawę.



Zabandażowani najlepiej, jak to było możliwe w panujących okolicznościach, kontynuowaliśmy podążanie wzdłuż wybrzeża. Dotarliśmy do obszaru, gdzie rafy zrobiły się niemal niemożliwe do do pozostania w pobliżu brzegu i tym samym zmusiły nas do podjęcia decyzji. Mogliśmy albo spróbować kontynuować naszą podróż przez zdradziecką rafę łodzią, lub wypłynąć na przeciw głębszej wodzie i podróżować w poprzek niebezpiecznego oceanu przez czas nieokreślony, ewentualnie trzecia możliwość, kontynuowanie podróży wzdłuż plaży nosząc łodzie na naszych barkach, aż do momentu, kiedy znów ocean będzie na tyle bezpieczny, by użyć znów łodzi. W normalnych okolicznościach wybrał bym drugą opcję, ale ja i moi ludzie byliśmy poranieni i zmęczeni, a dżungla już nam pokazała swoją gorszą stronę po drodze, która nie była zachęcająca do oglądania jej ponownie. Pływanie przez środek oceanu nie było realistyczną opcją. Nie tylko dlatego, że nasze małe łodzie nie były zbudowane do tego rodzaju podróży - przepłynięcie Drefii pełnym morzem zostało osiągnięte wcześniej i mijało by się z intencją całej
wyprawy. W ten sposób musieliśmy pozostać przy pierwotnym planie tak blisko jak byłoby to możliwe i spróbować znaleźć drogę przez rafy.


Krótko po tym, zostaliśmy wynagrodzeni zapierającym dech w piersiach widokiem. Niespodziewanie, ruiny wyglądające jak piramidy ukazały się na horyzoncie, przełamując wszechobecną zieleń dżungli. Było tam w połowie przejęte przez wegetującą roślinność dżungli, lecz wciąż rozpoznawalne miasto - starożytne, lecz zaludnione. Słyszeliśmy o piramidach na południowej pustyni, więc instynktownie przypisaliśmy te budowle do tych ludzi i ich kultury, którzy koczowali w Ankrahmun. Podczas gdy podpływaliśmy naszymi łodziami do plaży i zastanawialiśmy się nad powstaniem tego miasta, coraz więcej małp ukazywało się na plaży, krzyczały coś przybierając dziwne pozy. O dziwo miały przy sobie różnego rodzaju ekwipunek, który nie był byle jak zarzucony na siebie, jak w przypadku różnego rodzaju bestii. Aby uniknąć zagrożenia, postanowiliśmy się oddalić. Kokosy i kamienie posyłane w naszą stronę nie były gestem przyjaźni.


Zostałem wyłącznie z zamiarem zbadania dziwnych małp i ruin poprzez moją lunetę. Miałem też możliwość zobaczyć wiele rodzajów tych małp, które nosiły ubrania i ekwipunek taki jak bronie w taki sposób, jakby dokładnie wiedziały co robią. W kilku przypadkach - jak nie w większości - ekwipunek wyglądał na nich dziwnie, jakby był stworzony dla stworzeń o innej budowie i posturze. Bliższe spojrzenie na ruiny wskazywało na to, że nie były one tak zniszczone jak przypuszczałem na początku, w większości były tylko porośnięte przez roślinność. Widoczne szczątki ukazały niesamowitą część pracy i sztuki. O dziwo, większość widocznych tam wzorów ukazywała węże i jaszczurki jakiegoś gatunku, który wcale nie pasował do owłosionych mieszkańców tego miasta. Wtedy ujrzałem pierwsze posągi. Uszkodzone w dużym stopniu, przemienione w niemal nierozpoznawane kawały skał. Jednak niektóre przedstawiały dwunożne, spacerujące jaszczury z dzierżonym ekwipunkiem i orężem. Od razu przypomniałem sobie opowieść o inteligentnych jaszczuroludziach, żyjących w najgłębszych zakątkach dżungli. Rozpoznaję zagadkę gdy się z nią stykam, i to właśnie była zagadka. Jako, iż wspaniała zagadka potrafi mnie zafascynować bardziej, niż każda kobieta, którą spotkałem w swoim życiu, czułem się odpowiedzialny za tą wyprawę i za moich ludzi, którzy powstrzymywali mnie przed zmienieniem planów tu i teraz. Za to, zacząłem myśleć o planie późniejszej wyprawy, która mogłaby zaprowadzić mnie do miejsca, gdzie żyją jaszczuroludzie, abym dowiedział się o nich wielu rzeczy.


Tak więc zostawiliśmy miasto dziwnych piramid na razie za nami i kontynuowaliśmy naszą wyprawę przez rafy. Niedługo potem, w końcu nam się udało i linia brzegowa znów stała się bezpieczna. Postanowiliśmy zrobić sobie przerwę i rozbić obóz, nawet bardziej ostrożnie niż zwykle, zabezpieczając go wszystkim czym mieliśmy do naszej dyspozycji gdyż potrzebowaliśmy trochę czasu do zreperowania naszych łodzi i ekwipunku jak również do leczenia naszych ran. Obozowaliśmy tam przez dwa dni i dzięki bogu stawiając czoła jedynie niewielkim zagrożeniom. W nocy, ta sama dżungla, która mogła stać się niebezpiecznie cicha za dnia, stała się symfonią wrzasków, skrzeków i wycia zwierząt, których nikt z nas nie mógł sobie wyobrazić. Kiedy wstało słonce, niebo wydawało się eksplodować ogromnym deszczem jakby bogowie wylewali na nas cały ocean. Nawet z naszym pełnym wyposażeniem, mielibyśmy ciężko utrzymać się komfortowo i ze znaczną częścią sprzętu zgubionego w dżungli, było prawie niemożliwym by się zregenerować. Gdy wypłynęliśmy znów na morze, wszyscy byliśmy zadowoleni uciekając z tego zielonego piekła raz jeszcze. Podążaliśmy linią brzegową do następnej nieprzekraczalnej formacji raf, jednak tym razem rafy były blisko plaży Fortressto, więc było wystarczająco łatwo znaleźć inną drogę w międzyczasie utrzymując ląd w zasięgu wzroku na tyle by unikać głębin morza. Korzystając z mojej lunety, drewniana struktura zmieszana prawie perfekcyjnie z dżunglą przykuła moją uwagę. Przypominała mi pewnego rodzaju ogromną fortyfikację, jednak wydawało się że nie ma tam żadnych obrońców, tylko otaczająca ją ogromna dżungla. Ponieważ nie było w tym czasie rozsądnej możliwości by osiągnąć tą strukturę lub nawet brzegu, kontynuowaliśmy naszą podróż przez noc.


Od czasu kiedy reporter szedł drogą lądową, nie miał łodzi, więc zmuszony był zrezygnować z pierwotnie zaplanowanej trasy podróży podjętej przez Ploch Pridestride'a. Podczas gdy oni znajdowali się na północnym, a potem na południowo-wschodnim wybrzeżu, musiałem wyruszyć na południe wzdłuż drewnianych umocnień. Na szczęście doprowadziło mnie to do odkrycia, że to najprawdopodobniej kolejna część dziennika podróży.
„ByÅ‚o okoÅ‚o północy, kiedy jakiÅ› ryk przerwaÅ‚ szmer dżungli, a potem znów nastaÅ‚a cisza. Tylko morskie fale i delikatne ocieranie naszych drewnianych Å‚odzi byÅ‚o sÅ‚yszalne. Z tego co wiem przyczynÄ… tego ryku musiaÅ‚o być coÅ›, czego nikt jeszcze nigdy nie widziaÅ‚. My widzieliÅ›my i sÅ‚yszeliÅ›my już smoki, nawet majestatycznych smoczych lordów, ale musiaÅ‚o to być coÅ›, co przewyższaÅ‚o nawet ich. Nie wstydzÄ™ siÄ™ przyznać, że moje rÄ™ce drżaÅ‚y, kiedy wziÄ…Å‚em lunetÄ™ i szukaÅ‚em całą noc wszystkiego co tylko usÅ‚yszaÅ‚em . OczywiÅ›cie nie wierzyÅ‚em, że znajdÄ™ coÅ› w tej ciemnoÅ›ci wiÄ™c znowu byÅ‚em bardziej zaskoczony, niż widokiem odcisku stopy, kiedy rzeczywiÅ›cie zobaczyÅ‚em jakiÅ› cieÅ„ poruszajÄ…cy siÄ™ po dżungli. I nie byÅ‚em wstanie zobaczyć czegoÅ› wiÄ™cej niż ksztaÅ‚t sylwetki, ale każdemu mogÄ™ przysiÄ…c na bogów, że widziaÅ‚em coÅ› ksztaÅ‚tem przypominajÄ…cego czÅ‚owieka. Każdy z nas czuÅ‚ siÄ™ tej nocy gotowy do odkrycia tej tajemnicy. Kiedy sÅ‚oÅ„ce znów wzeszÅ‚o zostawiliÅ›my piaszczystÄ… cześć wybrzeża i ruszyliÅ›my wzdÅ‚uż poszarpanego pasma górskiego, które oddzielaÅ‚o Drefie od reszty kontynentu. Nasz cel byÅ‚ bliski.


Ze względu na ograniczenia praktyczne (brak łodzi), nasz reporter nie był w stanie zrekonstruować końcowej części trasy w górach. Jednakże po przejrzeniu kilku map tej lokalizacji udało mi się oznaczyć trasę, która najprawdopodobniej Ploch się wybrał. Na tym kończy się rekonstrukcja wyprawy zorganizowanej przez odkrywcę Plocha Pridestride'a i jego towarzyszy. Czy odważył się na nową wyprawę w celu odnalezienia cywilizacji jaszczurów nie dowiemy się, do tej pory nie odnaleziono żadnych informacji na ten temat.
Źródło: tibianews.net
Tłumaczenie: Charlie, FcMuza, Juzuś, Ghoost Assasin, Vakher.

Åšwiaty podglÄ…dowe 2012-05-12 11:39
Znajdź swój kolor! 2012-02-10 20:46